piątek, 12 sierpnia 2016

Don Walsh i Jacques Piccard - pierwsi ludzie na dnie Rowu Mariańskiego

Jak słusznie ktoś policzył na Księżycu było kilkoro ludzi, na Mount Blank idziemy na spacer, podobnie jak na Mount Everest (chociaż dla niektórych jest to ostatni spacerek), ale w najgłębszym miejscu na świecie - w Rowie Mariańskim, było zaledwie troje ludzi, z czego żyje obecnie dwóch.

Pierwsze pomysły

August Piccard Bundesarchiv, Bild 102-13738 / CC-BY-SA 3.0  [CC BY-SA 3.0 de (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/deed.en)],  via Wikimedia Commons
August Piccard
Bundesarchiv, Bild 102-13738 / CC-BY-SA 3.0
[CC BY-SA 3.0 de
(http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/deed.en)],
via Wikimedia Commons
Pewien szwajcarski uczony August Piccard rozpoczął w 1904 roku studia na Politechnice Federalnej w Zurychu. Fascynowały go balony - zarówno te latające (polski akcent - współpracował później z fabryką gumy w Sanoku), jak i stworzony model "swobodnie opadającego balonu podwodnego". Ówczesna wiedza nie pozwoliła jednak na wyjście poza sferę pomysłu.

Warto w ramach ciekawostki wspomnieć, że miał brata Jeana Felixa, a przynajmniej trzy pokolenia Piccardów były związane z baloniarstwem i wynalazkami. Jest teoria, że postacie braci zainspirowały twórców Star Treka do nazwania jednego z kapitanów Enterprise imionami Jean-Luc Picard. Inna teoria głosi, że imię dostał po XVII-wiecznym astronomie (link do artykułu). Sami zdecydujcie komu wierzycie, ale osobiście skłaniam się do pierwszej wersji :)



Drugie podejście August miał w latach 30'tych. Był wtedy pilotem balonów w rezerwie Armii Szwajcarskiej. Swój wynalazek po raz pierwszy nazwał batyskafem od greckich bathos - głębokość i skaphos - statek. Badania przerwała II wojna światowa.





Batyskaf "Trieste"

Batyskaf Trieste źródło: US Naval Historical Center Photograph Photo NH 96799
Batyskaf Trieste
źródło: US Naval Historical Center Photograph
Photo NH 96799
August, już z pomocą syna Jacquesa, skonstruował pierwsze batyskafy dla Francji. W wyniku nieporozumień z tamtejszą armią, nawiązał współpracę z Włochami. Tak powstał "Trieste" pierwotnie planowany na 6 000 m. Nazwę zaczerpnięto od miasta produkcji - Triestu. Po wielokrotnym wodowaniu w Morzu Śródziemnym sprzedano go w 1957 roku do Marynarki Stanów Zjednoczonych.

Jednak ojciec z synem byli wizjonerami i umieli zapałem zarazić innych. W USA skonstruowali mocniejszy batyskaf, wykonany w Zakładach Kruppa w Essen. Na wszelki wypadek miał wytrzymać ciśnienie na głębokości 15 250 m - tak na wszelki wypadek, gdyby okazało się, że Rów Mariański jest jednak głębszy niż sądzono. Następnie zrobiono rzecz niepojętą dla Marynarki - złożono batyskafy i .... sklejono. Jednak dowódca odpowiedzialny za projekt zawierzył pomysłowym Szwajcarom.










Reszta załogi

W 1958 roku Don Walsh miał 27 lat, stopień porucznika i pływał na okrętach podwodnych w bazie w San Diego. Miał również wielkiego pecha. Komandor w jego jednostce szukał asystenta, więc wziął pierwszego lepszego oficera. Wiercipięta Don utknął na długo za papierkową robotą przy biurku.

Z opresji uratował go Jacques Piccard. Złożył w jego jednostce zapotrzebowanie na dwóch wykwalifikowanych oficerów do misji podwodnych i pięciu marynarzy do obsługi nawodnej i technicznej. Po kilku dniach i braku innych ochotników Don zgłosił się do projektu.

23 stycznia 1960 roku - wielki dzień

Don Walsh (po lewej) i Jacques Piccard  w batyskafie Trieste By Archival Photography by Steve Nicklas,  NOS, NGS (NOAA Ship Collection) [Public domain],  via Wikimedia Commons
Don Walsh (po lewej) i Jacques Piccard
w batyskafie Trieste
By Archival Photography by Steve Nicklas,
NOS, NGS (NOAA Ship Collection) [Public domain],
via Wikimedia Commons
Dokładnie na ten dzień zaplanowano historyczne wodowanie. Wprawdzie pogoda dość mocno nie sprzyjała, ale nie chciano przekładać starannie zaplanowanego wyczynu.
Na głębokości 200 m przestało do Dona i Jacques'a docierać światło słoneczne, widzieli tylko plankton i biofluorescencyjne ryby. Na głębokości 9449 m nastąpił niepokojący wybuch. Po dokładniejszych oględzinach okazało się, że nie wytrzymał akryl w zewnętrznej stronie okienka z włazem. Nie było to groźne uszkodzenie, więc podróż kontynuowano.
Na głębokości 10 363 m włączono echosondę. Śmiałkowie schodzili ostrożnie dopóki mierniki nie wskazały 10 970 m - według ówczesnej wiedzy powinni własnie osiąść na dnie, a oni wciąż zanurzali się głębiej.
Gdy licznik wskazywał na 11 002 m zauważyli za oknem rybę, kształtem przypominającą halibuta lub płastugę, długości około 30 cm i białej barwie. Przez 40 lat im nie wierzono, że na 11 kilometrach może żyć coś tak zaawansowanego. Dopiero Japończycy w 2014 roku potwierdzili taką możliwość.
Wreszcie "Trieste" osiągnął Głębię Challengera, czyli najgłębszy punkt Rowu Mariańskiego. Licznik wskazywał 11 521 m, choć po późniejszym skalibrowaniu wyszło 10 912 m. Podróżnicy nadali taki komunikat "Tu Trieste, jesteśmy na dnie Rowu Mariańskiego. Wszystko OK.".
Od mulistego dna musieli oderwać się po około 20 minutach i rozpocząć powolne wynurzanie. Taflę wody osiągnęli 6 mil od miejsca zanurzenia i 9 godzin później.

Dalsze losy

Po takim osiągnięciu Don i Jacques trafili na pierwsze strony gazet i zostali obsypani gratyfikacjami i medalami.

Don brał udział jeszcze w 45 misjach na oba bieguny jako wojskowy. Został oceanografem, wykładał na uniwersytetach Georgetown i Południowej Kalifornii. Doradzał wielu organizacjom, w tym ONZ, pomagał w badaniach, konsultował filmy i seriale, popularyzował tematykę morską. Asystował także Jamesowi Cameronowi przy jego zejściu do Głębi Challengera. Mieszka w Oregonie.

Jacques zmarł w 2008 roku.

Inne misje wgłąb oceanu

Na kolejnych gości Rów Mariański czekał 35 lat. W latach 1995-1998 zawitał tam trzykrotnie japoński robot bezzałogowy Kaiko, a w 2009 amerykański pojazd Nereus. Zrobione pomiary mówiły o głębokości 10 911 m.

W 2012 roku reżyser James Cameron (pamiętacie "Titanica?) opuścił się na dno w batyskafie "Deepsea Challenger". Sam batyskaf budowano w tajemnicy w Australii, a sponsorami było National Geographic, Rolex i sam śmiałek. Całość zanurzenia zajęła prawie 7 godzin, z czego 3 godziny na dnie. Zarejestrowano maksymalną głębokość 10 898 m.

Ciekawostki




Czytaj także:

2 komentarze:

  1. świetny wpis. jestem świeżo po wizycie w Hydropolis we Wrocławiu i przyznam że temat Piccarda, Walsha i ich zejścia w Rowie Mariańskim nie zafascynował. Możesz polecić jakieś książki o tym wydarzeniu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się spodobało. To co wypisałam na końcu posta to wszystko co udało mi się do tej pory znaleźć. Nie słyszałam o wznowieniu wydania książki Piccarda, ale używane widziałam na Allegro i w antykwariatach, można popróbować.

      Usuń